Współczuję gościom, którzy będą się żenić. Już pomijam fakt tego, jak to będzie po ślubie – znajomi pójdą w odstawkę, zacznie się marnowanie wszystkich wieczorów w domu, a jeśli już jakieś wyjście to jedynie do kina na romantyczną komedię lub do restauracji. Rzecz jasna takiej, którą tylko ona lubi. Przynajmniej ze wszystkich moich doświadczeń wynikają takie uwagi. Główny wniosek jest taki, iż po weselu to żona zaczyna rządzić, a mężczyzna pokornieje.
A więc współczuję im nie tylko z powyżej wypisanych racji, ale również z racji tego, co ma miejsce przed ślubem, z racji całych tych przygotowań do ślubu. Te całe decyzje dotyczące liczbie gości, dopasowania terminów, domów na wesela… Jeżeli już ktoś pragnie wesela, to powinno być ono dla nowożeńców, a nie dla zaproszonych. Przecież to ich wieczór. Dodatkowo jeszcze decydowanie czy zarezerwować grający na żywo zespół muzyczny Kraków, a może jednak zdecydować się, by gości na weselu zabawiał wodzirej… I grających należy zarezerwować czasem nawet rok do przodu! Masakra jakaś!
całe szczeście mnie taki problem nie dotyczy. Wędruję swoimi ścieżkami, wydaję kasę na promocje bukmacherskie, nikomu nie muszę się z niczego tłumaczyć i jestem z tej racji bardzo szczęśliwy. Może któregoś dnia mi się to zmieni, być może dużo po trzydziestce złapie mnie potrzeba stworzenia domu, ustatkowania się… Jednakże na ten czas czerpię z życia pełnymi garściami, czuję się wolny i współczuję moim kolegom, którzy zostali pożarci przez te „mordercze” małżeństwa.